Słońice


2009
maj
2008
marzec
2007
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2006
listopad
październik
czerwiec
maj
luty
2005
grudzień
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



Słonie...
szelag.malgorzata@gmail.com

widzę
4070446

...::::A jak wygląda twoja poświata?::::...
zenrua
Karo
Ruda
Jaś Jasieniuniuś :P
Obar
niktóś
Daga Nad ja Pod
Kuba :-)
cicho ciemno!
cinerarium
mówcie co chcecie...

gretka


W malinowym chruśniaku

                         ***

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

                        ***

Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni,
Z trudem przez nas wykrytych. Gniew nasz w słońcu pała!
Śpieszno nam do łez szczęścia, do tchów naszych woni,
Chcemy pieszczot próbować, poznawać swe ciała.

Więc na przekór przeszkodom źrenicą bezradną
Chłoniemy się nawzajem, niby dwa bezdroża,
A gdy powiek znużonych kotary opadną,
Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża.

Nikt tak nigdy nie patrzał, nie bywał tak blady,
I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł,
I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady
W takim łożu, pod strażą takich czujnych kotar!

                        ***

Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze
Żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie,
Czerwieniata wiewiórka skacze po sośnie,
Żółty motyl się chwiejena złotawym koprze.

Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem
Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,
Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,
Co w ślad za nim - spóźnione - opadają potem.

Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady
I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,
A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,
Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem.

                       ***

Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne:
Lampa, gdy noc już zdąży świat mrokiem owionąć,
Winna zgasnąć w tej szybie, a w tamtej zapłonąć.
Na znak ten oddech tracę. Już schody są ciemne.

Czekasz z dłonią na klamce i, gdy drzwi otwiera,
Tulę tę dłoń, co jeszcze ma chłód klamki w sobie,
A ty w zamian przyciskasz moje ręce obie
Do serca, które zawsze u drzwi obumiera.

Wchodzę ciszkiem, jak gdyby krok każdy knuł zbrodnię,
Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów.
Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów,
By szczęściu i pieszczotom było w nim wygodnie.

I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,
Dopókinie dopełnisz podjętego trudu.
Ile w dłoniach twych pieczy, miłości i cudu !
Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje.

                      ***

Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota:
Kto całował twe piersi, jak ja, po kryjomu?
Czy jest wśród twoich pieszczot choć jedna pieszczota,
Której, prócz mnie, nie dałaś nigdy i nikomu?

Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi !
Poniżam dumę ciała i uczuć przepychy,
A ty mi odpowiadasz, żem marny i lichy,
Podobny do tysiąca obrzydłych ci ludzi.

I wymykasz się naga. W przyległym pokoju
We własnym się po chwili zaprzepaszczasz łkaniu,
I wiem, że na skleconym bezładnie posłaniu
Leżysz jak topielica na twardym dnie zdroju.

Biegnę tam. Łkania milkną. Cisza niby w grobie.
Zwinięta, na kształt węża, z bólu i rozpaczy
Nie dajesz znaku życia - jeno konasz raczej,
Aż znienacka za dłoń mnie pociągniesz ku sobie.

Jakże łzami przemokłą, znużoną po walce
Dźwigam z nurtów pościeli w ramiona obłędne!
U nóg twych rozemknione pieszczotami palce
Jakże drogie mym ustom i jakże niezbędne!

                       ***

Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,
Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała
Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.

Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,
A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
A ja płacz twój całuję, biodra i kolana
I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę.

Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,
Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania
Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.
Odpowiadasz bezładnie - ja słucham z uśmiechem.

                       ***

Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze,
Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.
Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze
I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie.

Swym cielskiem kostropatym kąpię się w kałuzy,
Co nęci, jak ożywczych jadów pełna misa,
Czołgliwymi mackami krew z kwiatów wysysa
Z ciekliną swych mętów po ziemi się smuży.

Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie,
Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi,
Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,
Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.

                       ***

Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie
Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie
Sługę, co pieszczotami gasi me pragnienie,
A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie!

Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,
Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,
Głowę twą, niby puchar, ujmuję w swe dłonie
I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele.

I raduję się, śledząc tę wargę, jak zmierza
Do mej piersi kosmatej, widnej w niedomroczu,
W której marzę pierś w lesie ryczącego zwierza
I staram się, gdy pieścisz, nie tracić go z oczu.

                      ***

Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady
Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie,
I tropiąc twoją bladość, sam się staję blady,
I zdybawszy twój bezkres, sam ginę w bezkresie.

A potem wzieram w oczy, by zgadnąć, czy dość ci
Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście,
I twe dłonie, jak w paki, mnę w zdrobniałe pięście,
By się w nich docałować twych chrząstek i kości.

A one wypukleją na dłoni przegibie,
Niby pestki owoców, zróżowionych znojem,
I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem,
Zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie.

Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie,
A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę,
Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie,
Chwila - a już cię do snu z lat dawnych kołyszę.

                       ***

Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi
Czarom skrytym w twym ciele z moją o nich wiedzą!
Oczy. co się rzęsami nie tknęły twych piersi,
Czyliż pustym domysłem te czary wyśledzą?

Kto w chwili pocałunków nie zagrzał swej dłoni
Na twych bioder nawrzałej żądzą przegięcinie.
Nie potrafi określić upojeń tej woni,
Co z ciebie, jako z róży, snem potartej, płynie.

Kto ustami w nóg twoich nie wdumał się dreszcze,
Nigdy dość nie wysłowi twych oczu omdlenia,
A choćby je dzień cały badał bez wytchnienia,
Nie wypatrzy z nich tego, co ja z nich wypieszczę!

                       ***

Zmienionaż po rozłące? O, nie, nie zmieniona!
Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy,
A, choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy
Serce me w tajemnicy przed twym sercem kona...

Dusza twoja śmie marzyć, że, w gwiezdne zamiecie
Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze -
Lecz ciało? Któż pomyśli o nim we wszechświecie,
Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham, i pieszczę?

I gdy ty, szepcząc słowa, z ust zrodzone znoju,
Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała,
Ja, zamilkły wargami i piersi twych zdroju,
Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała.

Bolesław Leśmian




2009-05-14 15:43:54 skomentuj (2)
Sinusoidalnie

Czasem trzeba wierzyć w nic
Obserwuję bezkres
Stojąc na rozstaju drogi
Krok od przepaści, szczytu wysokiego
Opatulona poranną mgłą
Tłocząc świt
w bezruchu
w nicości




2008-03-16 20:01:15 skomentuj (3)
Szafirowa romanca

Szafirową nitkę wieczór plącze,
szafirowe cienie zwodzą nas,
szafirowy, szafirowy chłopcze,
że mnie kochasz, powiedz jeszcze raz.
Jeszcze raz w sekrecie
szukasz moich rąk,
jeszcze raz jak pierścień
drży księżyca krąg,
jeszcze raz namowy i rozmowy,
jeszcze raz, mój chłopcze szafirowy -
jeszcze raz w jaśminy,
jeszcze raz pod wiatr,
jeszcze raz popłynie
pieśń bez słów przez świat,
jeszcze raz powróżysz z płatków róży
i powtórzysz wszystko jeszcze raz.

Jeśli kiedyś będziesz w wielkiej biedzie,
zagubiony w plątaninie lat,
do altany dawnej cię powiedzie,
zaprowadzi szafirowy ślad -
szafirowe ptaki
z szafirowych gniazd,
szafirowe szlaki
szafirowych gwiazd,
szafirowe noce i noc owa
od szafiru cała szafirowa,
szafirowe suknie, szafirowy cień,
w szafirowym oknie szafirowy dzień.
Jeśli raz pokochasz w życiu szafir,
pójdziesz w szafir jako jedna z gwiazd.

K.I.Gałczyński/1935

2007-11-14 21:07:25 skomentuj (3)
I tak jak w życiu bywa... szczęśliwie, mniej szczęśliwie :-)


Despair




2007-10-15 23:13:28 skomentuj (1)
Copulating


Copulating




Alex Gray

2007-10-09 01:02:47 skomentuj (1)
RAVE the PLANET - 22.09.2007 kamieniołomy Szczepanów 8-D
http://ravetheplanet.blogspot.com/
2007-09-17 18:38:55 skomentuj (0)
***

Jak król motylów, za wiosny powrotem,
Na skrzydłach jasnych purpurą i złotem
Znad szmaragdowej Kaszemiru błoni
Wzlatuje, dzieci wabiąc do pogoni,
I z ziół na zioła, i z kwiatów na kwiaty
Ciągnie mysliwców, i myli ich czaty
Wreszcie uleci i niknąc w obłoku
Zostawia żałość w sercu i łzy w oku:
Podobnie piękność wabi starsze dzieci,
Tak bystro lata i tak wdzięcznie świeci,
To łowców trwoży, to nadzieją mami,
Gonią wesoło - łowy kończą łzami.
Lecz jeśli w ręce myśliwemu wpada,
I motylowi, i piękności biada!
Chcąc uciec darmo skrzydełka natęża,
Igraszka dziecka lub ofiara męża.
Cacko, za którym żądza chciwie goni,
Straciło urok, gdy je mamy w dłoni -
A gdy wdzięk barwy i świeżość przeminie,
Rzucim, niech leci - lub w samotnie ginie.
Gdy skrzydła zranisz, gdy serce zakrwawisz,
Czyli ofiarom swobodę zostawisz?
Motyl odartym skrzydełkiem czyż może
Latać jak dawniej z fijołków na roże?
Z pięknością, w jednej uwiędłą godzinie,
Czyż razem pokój na wieki nie zginie? -
Zgraja motylów, co pod niebem lata,
Nie szuka w dole zranionego brata.
Płeć piękna dla na ma litości tyle,
Lecz dla płci własnej serce ma motyle!
Piękność nad każdym nieszczęściem łzy leje,
Nad sióstr upadkiem - tylko się zaśmieje.

G.G.Byron


2007-07-24 15:44:21 skomentuj (0)
...

i wszystko we mnie wrz...wrz...wrz...wrz... wrzeszczy.



2007-06-09 13:42:21 skomentuj (3)
Edward Hopper summer-interior


 hopper.summer-interior



2007-05-12 14:48:57 skomentuj (5)
Chubby Checker





2007-03-24 16:00:14 skomentuj (0)
...


Oczy świetlistego wnętrza
Otoczone
Ciernistą błoną zuchwałego świata
Zadającego ciosy
Pełne namiętności służącej wrogości
która
Wypełnia kielichy swym nektarem


2007-03-05 00:23:15 skomentuj (3)
~(8-D)-->---< Elvis Presley - Jailhouse rock (1957,1968) >---<--(O-8)~








2007-02-20 22:34:28 skomentuj (2)
...


Rurza




2007-02-10 14:47:36 skomentuj (1)
...posłuchaj to dla Ciebie...





2007-02-10 14:29:44 skomentuj (3)
Bajka o gadającej królewnie

Obudziła się królewna rozgadna jak każdego rana, a ojcu-królowi gadaniem żyć nie dawała, gadała i gadała... Aż król się zdenerwował poszedł do swej kuchni i zrobił córce pyszne śniadanie, które zawsze lubiła jeść.Był to indiański gołąb. Zabrała się królewna do jedzenia, ale jadła i gadała. Króla bardzo to denerwowało, więc poszedł na spacer. Idąc, nagle zauważył pięknego królewicza jadącego na smoku z siedmioma głowami. Król zawołał pięknego królewicza i poprosił go o pomoc, bo nie mógł sobie dać rady z gadającą córką. Królewicz się zgodził, ale pod jednym warunkiem, jak ją uspokoi, to król nie wyda córki za niego za mąż i nie odda połowy królestwa. Król się zgodził i zaprosił go do swojego zamku. Królewicz zawołał smoka z siedmioma głowami, królewnie bardzo się spodobał królewicz. Jednak, gdy ujrzała potwora, tak się przestraszyła, że zaniemówiła, wreszcie skończyło się jej gadanie. Wówczas król musiał spełnić swoją obietnicę, ale gdy królewna przestała tyle gadać tak wypiękniała, że królewicz zakochał się w niej i poprosił o rękę. Niestety w tej bajce życie smoka nie było zbyt długie i, wkrótce najwiekszy przyjaciel królewicza zdechł. Królewna znów stała się gadatliwa nie do wytrzymania. I tak skończyła się bajka o królewiczu i gadatliwej królewnie, którzy żyli krótko i nieszczęśliwie.

Zad.domowe (24-27.10.1998 r.)
Porszę napisać krótką bajkę, w której zmienicie znane motywy.

2007-01-16 01:09:50 skomentuj (1)